czwartek, 26 lipca 2018
Pająki, robaki, brud - zmarznięta dziewczynka - lipiec 2018.
Jestem z grupą ludzi w domu. Atmosfera jakby na jakimś krótkim wypadzie na biwak. Jednak wiem, że ten dom teraz należeć będzie do mnie i do jeszcze jednej osoby - nie znam płci ani relacji. W domu panuje półmrok, jest brudno. Do domu najpierw dostaje się niewielka szczypawka, którą zabijam, pająk - niezbyt duży, ale mięsisty. Zabijam go. Potem duża szczypawka - zabijam ją, a jej żółte wnętrzności rozbryzgują się po podłodze i pościeli, którą będę musiała wyprać. Przyglądam się oknu i stwierdzam, że potrzebujemy moskitiery. Zauważam, że w jednym, małym okienku brakuje szyby. Grupą skupiamy się na tych oknach - próbujemy je zasłonić, dopasować jakieś zasłony.
Nagle przez okno dostrzegamy dwie osoby z naszej ekipy, które wracają jakby ze spaceru. Spanikowane niosą w ramionach małą dziewczynkę. Mówią, że leżała w śniegu i jest prawie zamarznięta. Wszyscy zbieramy się jakby w przedpokoju (małym pomieszczeniu). Proponuję by natychmiast wezwać pogotowie. W tym momencie dziewczynka ląduje w moich rękach a grupa zostawia mnie z nią samą.
Przytulam ją do siebie, ale w pierwszym momencie obruszam się w myśli, że ja tylko zaproponowałam rozwiązanie, ale nie chciałam się angażować. Potem przyglądam się dziewczynce - jest przytomna, ale zupełnie bez sił, jest śliczna, ma czerwone z zimna policzki, uśmiecha się do mnie. Tulę ją by ją rozgrzać. Pytam co się stało. Z tego co powiedziała dziewczynka wywnioskowałam, że jej mama raczej się teraz o nią nie martwi, może nawet nie zauważyłam, że dziewczynki nie ma, więc pewnie nikt jej nie szuka. Dziewczynka niezbyt dobrze wypowiadała się o mamie, ale nie potrafię powiedzieć o co chodziło.
W pomieszczeniu znów pojawiła się moja ekipa, ale nie są zbyt zainteresowani dziewczynką. Oddałam ją w ręce jednej z dziewczyn, ale pomiędzy nią a inną dziewczyną wywiązała się awantura. Dziecko spadło na ziemię, głęboko w piach i nikt się tym nie przejął. Ledwo udało mi się ją wyciągnąć. Zabrałam stamtąd dziewczynkę. Jej stan się pogorszył. Nie dość, że była zziębnięta, to jeszcze cała oblepiona piachem. Musiałam jej jakoś pomóc zanim nadejdzie pomoc.
Nalałam do wanny ciepłej wody i gdy chciałam wejść do niej z dziewczynką pojawiła się czarnoskóra kobieta - tak jakby z opieki społecznej i z lekka karcącym tonem powiedziała, że nie powinnam tego robić, bo wchodzenie nago do wanny z dzieckiem mogłoby być źle odebrane. Popatrzyłam na nią nie bardzo wiedząc jak się zachować, ale kobieta dała mi przyzwolenie, bo wiedziałyśmy, że to pomoże dziewczynce. Będąc w łazience kątem oka dostrzegłam rolki papieru. Było ich około 20 i wszystkie były brudne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz